Czy można być dla siebie samego coachem?

17.01.201200:00

Na którymś ze szkoleń coachingowych jeden z uczestników zadał mi takie pytanie: „Bohdan, jeżeli spotyka się dwóch coachów, obaj są wykształceni i doświadczeni w rozmowach coachingowych, to jaki jest sens ich rozmowy i wzajemnego coachowania się? Przecież jeżeli coach zna techniki coachingowe i umie zadawać dobre pytania, to może je sobie sam zadać i po co udawać rozmowę coachingową z drugą osobą?”.

Uznałem, że jest to ciekawe pytanie i odpowiedź na nie pozwoli lepiej zrozumieć fenomen coachingu.


Co jest takiego unikalnego w rozmowie coachingowej i w dobrych pytaniach? Otóż profesjonalny coach potrafi zdystansować się emocjonalnie i mentalnie od problematyki poruszanej przez osobę coachowaną. Dystans pozwala wyłączyć wewnętrzne filtry i w pełni zaufać coachowanemu, wierzyć w jego potencjał i nie oceniać jego wypowiedzi ani pomysłów. Jednocześnie coach w trakcie rozmowy korzysta ze swoich zasobów w postaci wiedzy, doświadczenia, pozytywnej energii,  intuicji, ciekawości,  umiejętności i technik co maksymalizuje efektywność sesji.

Czy jest możliwe, aby stworzyć taką relację z samym sobą? Być jednocześnie coachowanym, który postrzega się w „studni problemu”, widzi się w sytuacji bez wyjścia i odczuwa brak motywacji? Oraz coachem, który jest pełen pozytywnej energii, odkrywczej ciekawości i wiary, że wszystko jest możliwe i właściwe odpowiedzi są w zasięgu ręki?

Dla mnie nie wydaje się być to w pełni możliwe. Wielokrotnie doświadczałem wspaniałych odkryć, gdy w czasie szkoleń uczestnicy - początkujący w stosowaniu coachingu w zarządzaniu,  trenowali na mnie model rozmowy coachingowej i potrafili zadać mi wspaniałe pytania odkrywające dla mnie właściwe odpowiedzi. Były to pytania, których ja nie potrafiłem sobie wcześniej zadać borykając się z mniejszymi lub większymi kwestiami do rozstrzygnięcia.

Dlaczego nie potrafimy sami zadać sobie właściwych pytań? Największą przeszkodą jest to, że będąc zaangażowani we własny problem nie możemy „zobaczyć tego z boku”. Brakuje nam dystansu zarówno mentalnego jak i emocjonalnego, a to zawęża horyzont możliwości. Wpadamy w „studnię problemu” i często racjonalizujemy swoją sytuację, co tworzy pseudo strefę komfortu. Samemu trudno wyrwać się z takiej strefy komfortu i często wręcz bronimy się przed zmianą.

Zewnętrzny coach widzi naszą sytuację inaczej niż my, pomaga nam zobaczyć „inne strony medalu’, inspiruje do poszukiwania możliwości i daje poczucie bezpieczeństwa na drodze zmiany.

Aktywne słuchanie coacha, szczere zainteresowanie i wiara w potencjał coachowanego, cisza pozwalająca pomyśleć, pytania otwierające i właściwie dobrane modele pracy w czasie sesji pozwalają coachowanemu odbyć podróż od "teraz" do "pożądanej przyszłości" i dokonać zmiany, na którą - gdyby był pozostawiony samemu sobie - nie byłoby go stać.

Fenomen coachingu polega na tworzeniu w trakcie rozmowy coachingowej warunków do wielkiej przemiany w obszarze świadomości i woli działania coachowanego. Czasami rozmowa taka płynie i rozwija się przez kilka sesji, a czasami może trwać tylko jedną minutę. Zachęcam do lektury artykułu „Najkrótszy coaching”.